poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Top5: Iron Maiden 1980-1992



Tydzień temu trochę olałem nasz cykl Top5. Czuję się jednak usprawiedliwiony, mieliśmy przecież Lany Poniedziałek, a ja wieczorem, kiedy zazwyczaj piszę posty, byłem już porządnie zalany. Święta się już jednak  skończyły i pora wrócić do codziennych obowiązków. Kontynuujemy, więc nasz przegląd.


Dziś będzie raczej mało odkrywczo. Jak się już zapewne zorientowaliście tym razem na tapetę trafia Iron Maiden. Kapela doskonale znana i mająca zarówno wielu zwolenników jak i wrogów zarzucających ekipie Steve Harrisa, że od 30 lat jedzie na sprawdzonych patentach, a od co najmniej 10 tylko odcina kupony od dawnej sławy. Jednocześnie Ironi należą do tej grupy zespołów, z którymi zetknął się chyba każdy, kto zaczynał słuchać metalu. Tak samo było ze mną, poznałem Żelazną Dziewicę zaraz na pierwszym etapie mojej przygody z cięższymi brzmieniami i choć mój początkowy fanatyzm już dawno przeminął to ekipa z Londynu nadal należy do mojego ścisłego topu. Podobnie jak opisywane przed dwoma tygodniami U2, Iron Maiden swego czasu należało do mojej osobistej „Wielkiej Trójki”. Dziś już nie bawię się w takie zestawienia, jednak trzeciego przedstawiciela tego szacownego gremium poznacie już za tydzień (i mam nadzieję, że będzie dla Was sporym zaskoczeniem, co to za zespół).

Podczas wyboru kandydatów do listy miałem ogromny ból głowy z selekcją zaledwie pięciu piosenek. Postanowiłem, więc poszukać rozwiązania i dziś przyjrzymy się dorobkowi Maidenów z pierwszego okresu działalności. Obejmuje on zaledwie 12 lat grania (do Fear of the Dark), ale zarazem aż dziewięć albumów i to w większości tych najbardziej cenionych. Druga część zestawienia pojawi się z pewnością w przyszłości.  Tymczasem zapraszam do lektury.
1   
           1. Phantom of the Opera – miejsce na szczycie listy ze względu na chronologię. Kawałek warty zapamiętania, z co najmniej kilku powodów. Pokazuje, że Maideni już od pierwszej płyty mieli ambicje do tworzenia skomplikowanych, wielowątkowych kompozycji, a co więcej od początku doskonale im się to udawało. Numer przekonuje mnie głównie świetnymi partiami gitar, które doskonale uzupełniają się i wymieniają podczas niekończących się solówek. Poza tym Di’Anno pokazuje tu, że wychodzą mu nie tylko kawałki z punkowym zacięciem. To jeden z niewielu numerów, które bardziej podobają mi się w wersji studyjnej niż koncertowej.



          2. 22 Acacia Avenue – numer z legendarnej już The Number of the Beast. Kawał świetnej roboty odwala tu Smith, wycinając na gryfie drapieżne riffy. Niewiele jest chyba kawałków Maidenów z tak mocnym pazurem, a przecież numer powstał prawie 30 lat temu. Do tego jeszcze ten tekst… Szkoda, że zespół tak rzadko wraca na Akacjową Aleję podczas koncertów.


3       3. Aces High – numer walczył o miejsce w zestawieniu z The Trooper. Ostatecznie uznałem wyższość kompozycji z Powerslave. Wszystko za sprawą powalającej solówki, która zawsze podczas słuchania kojarzy mi się z dźwiękami, jakie wydaje pikujący i strzelający myśliwiec. Pod względem dopasowania muzyki do tematyki kompozycji Maideni osiągnęli tu absolutne mistrzostwo. Ogromy plus także za przemówienie Churchilla otwierające utwór. 

 

4       4. Seventh Son of a Seventh Son – w zasadzie można to traktować, jako wyróżnienie dla całego albumu jak i tej konkretnej kompozycji . Ciężko mi było wybrać najlepszy numer z tego krążka, a tak jak jestem sobie w stanie wyobrazić to zestawienie bez numeru z Piece of Mind, tak nie do pomyślenia jest dla mnie pominąć całkowicie siódme studyjne wydawnictwo Maidenów. Nie ma tu ani jednego słabego kawałka, a kompozycja tytułowa zasługuje na wyróżnienie ze względu na monumentalne brzmienie.

 


5       5. Fear of the Dark – tym razem wyróżnienie skierowana wyraźnie w stronę utworu tytułowego. Pozostałe numery z tego albumu prezentują się dosyć przeciętnie. Jest kilka dobrych kawałków, ale na tle ogólnych dokonań grupy wypadają dosyć słabo. Co innego z opisywanym numerem. Bez wątpienia jeden z żelaznych klasyków, który pełną moc pokazuje jednak dopiero podczas wspólnego wykonania z publicznością. 


Czekam na Wasze propozycje ulubionych kawałków od Iron Maiden i zapraszam do kolejnego odcinka serii już za tydzień. O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem przeniesiemy się w zupełnie odmienne klimaty, natomiast do Maidenów wrócimy jeszcze w przyszłości.

1 komentarz:

  1. Ufffff ciężka sprawa z wytypowaniem najlepszej piątki z tego okresu. No ale spróbuję. Jedziemy chronologicznie:
    - Remember Tomorrow
    - Strange World
    - Charlotte The Harlot - trójka z debiutu, nie jest to ściśle to co zespół robił później ale nie zmienia to faktu, że utwory te są świetne. Z resztą cały debiut jest genialny i to właśnie do niego najczęściej wracam.
    - Hallowed Be Thy Name - cudo.
    - Powerslave - mroczny klimat.
    Poczekalnia:
    - Rime of the Ancient Mariner - genialna rzecz.
    - The Clairvoyant - dramatyzm.
    - Fear Of The Dark - klejnot na beznadziejnej płycie:)
    Poczekalnię mógłbym rozszerzyć o jeszcze kilka/kilkanaście kawałków ale te 2 powyższe najbardziej się wyróżniają.

    OdpowiedzUsuń