Kilka dni nie pisałem nic na tym blogu, jednak było to
spowodowane głównie weekendowym odwykiem od komputera. Zgodnie z planem miałem
dziś wrzucić notkę odbiegającą od tematów muzycznych i skupić się na Mrocznym
Widmie 3D. Niestety olsztyński Helios znacząco pokrzyżował moje założenia i
Gwiezdne Wojny wyszły z ramówki akurat, gdy już się na nie wybierałem. Nie
znaczy to jednak wcale, że ten wpis nie będzie miał charakteru kinowego.
Zamiast przenosić się jednak w dawne czasy do odległej galaktyki, zajmiemy się zdecydowanie
bliższą przeszłością i oddaloną o niespełna dwa tysiące kilometrów. Do tego
niepostrzeżenie wkrada się także wątek muzyczny. Będzie w końcu mowa o Żelaznej
Dziewicy… tzn. Żelaznej Damie.
