Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thrash. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thrash. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 września 2012

Top5: Gojira


Długo broniłem się przed pomysłem umieszczania Gojiry w cyklu Top5. A to dlatego, że to jeden z tych zespołów, dla których nawet i top10 byłoby za ciasne. Niby Francuzi wydali tylko pięć płyt, ale wybrać liczbę kawałków, która zgadzałaby się z nazwą wpisu, to piekielnie ciężkie zadanie. Z samej „From Mars To Sirius” na pewno by się tyle uzbierało. Jakoś, jednak trzeba spróbować wyselekcjonować  pięć numerów, które będą idealnie reprezentowały dokonania Gojiry. A te są niemałe, bo choć Francja nie jest żadną metalową potęgą to muzycy z Ondres godnie reprezentują swój kraj na światowej scenie. Większość osób, które interesuje się muzyką z pewności wie czego spodziewać się po zespole, ale jeśli są na sali jacyś niezorientowani to mówiąc krótko twórczość Gojiry można określić, jako połączenie groove i death metalu. Najlepiej jednak przekonać się na własne uszy, „z czym się to je”.

piątek, 24 sierpnia 2012

Tankard - A Girl Called Cerveza (2012)


Dla fanów thrashu, przynajmniej tych ceniących bardziej doświadczone zespoły, nadeszły dobre czasy. W ubiegłym roku nowe płyty nagrały Megadeth i Anthrax. W tym na sklepowe półki trafiły wydawnictwa od Overkill, Testament i Kreatora, a przyszły rok też zapowiada się ciekawie. Spodziewany już tego lata krążek Slayera ukarze się najprawdopodobniej dopiero w 2013 roku, a nowe dzieło zapowiedziała też najbardziej znana ekipa nurtu- Metallica. Tyle jeśli chodzi o ekstraklasę thrashu, ale pierwsza liga także nie próżnuje. W ostatnich miesiącach nowe albumy wydały chociażby Prong i Tankard i to właśnie o dokonaniach tej ostatniej grupy będzie dziś mowa.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Top5: Machine Head


Dzisiejsza edycja Top5 zaskakująco punktualnie, bo kiedy wrzucam ten tekst  wciąż jeszcze mamy poniedziałek. Tym razem pora na zespół zagraniczny i preferujący zdecydowanie cięższe brzmienia niż obecny w poprzednim tygodniu Jelonek. Mowa oczywiście o Machine Head, który już od prawie dwudziestu lat dzielnie trzyma się na scenie, a co więcej, jak donosi Wiki, jest jedną z ekip, która położyła podwaliny pod nurt zwany groove metalem. W dosyć już długiej karierze grupy z Oakland trafiały się albumy lepsze i gorsze.  Jednak zdecydowanie przeważały te pierwsze, tak więc jest z czego wybierać utwory do dzisiejszego zestawienia. 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Testament - Dark Roots Of The Earth (2012)



Nie jestem koneserem ani fanem samochodów, ale na dobry początek tej recenzji najlepiej będzie pasowało motoryzacyjne. Ostatni tydzień spędzałem w Kołobrzegu i jak to w takich nadmorskich kurortach bywa, rozmaitych wozów na najdziwniejszych numerach tam, co nie miara. Jest, na czym oko zawiesić. Oczywiście przodują nowiutkie, lśniące Mercedesy  i BMW na stołecznych lub zagranicznych tablicach, ale moją uwagę przykuł inny model. Gdzieś w okolicach portu można było spotkać niesamowitego, dosyć już wiekowego Forda Mustanga, który jak żadne inne auto przyciągał wzrok. Po zetknięciu z „Dark Roots Of The Earth” można powiedzieć, że Testament to właśnie taki Mustang. Młodość już, co prawda nie pierwsza i znajdą się konkurenci z mocniejszym przyłożeniem, ale już z daleka czuć klasę i niesamowity klimat. Tak, więc zapinamy pasy i gaz do podłogi.

piątek, 20 lipca 2012

Kreator - Phantom Antichrist (2012)


Sesja to zuo. Ten stary ludowy obyczaj powinien być już dawno zniesiony, jako zbyt okrutny i niehumanitarny. Właściwie to nie wiadomo, komu on do czego potrzebny. Studenci boją się go jak ognia, kadra naukowa stale z jego powodu narzeka, a panie w dziekanacie jak zwykle są niezadowolone(może nawet trochę bardziej). Najgorsze jest w nim jednak to, że jest niezwykle absorbujący i pochłania strasznie dużo czasu. Stale tylko czytanie, kserowanie, czytanie, kserowanie i tak w kółko, no czasem dojdzie do tego jakiś egzamin. Oczywiście na słuchanie muzyki nie zostaje zbyt wiele czasu, a nawet, jeśli to na pewno nie ma, kiedy napisać solidnej recenzji tego, czego się słuchało. Myślę, że po  takim wstępie zrozumiecie, czemu o „Phantom Antichrist” piszę dopiero teraz.